Strefy śmierci w Polsce. Jak ratować się przed smogiem?

Powietrze, którym oddychamy w niektórych regionach naszego kraju, zabija około 50 tys. ludzi rocznie. Czy mieszkańcy Śląska oraz Małopolski są skazani na życie i śmierć w „otwartej komorze gazowej”? Przedstawiamy aktualną sytuację i radzimy, jak bronić się przed trującą mgłą!

Zdjęcie

Smog nad Krakowem/fot. Marek Lasyk /Reporter
Smog nad Krakowem/fot. Marek Lasyk
/Reporter

Przyzwyczailiśmy się do sytuacji, w któ­­rej o zanieczyszczenie powietrza szkodliwymi związkami chemicznymi oskarża się przemysł, a dymiące kominy wielkich fabryk stały się symbolem zagrożenia środowiska naturalnego.

Z biegiem czasu umknęło naszej uwadze, że surowe unijne normy dość skutecznie wymusiły zastosowanie różnego rodzaju zabiegów, które sprawiły, że ilość wysyłanych do atmosfery przez zakłady przemysłowe trucizn znacznie zmalała.

Reklama

A jednak Polska ciągle zajmuje jedno z niechlubnych ostatnich miejsc w Europie, jeśli idzie o jakość powietrza, którym oddychamy. Dlaczego tak się dzieje? I czy smog rzeczywiście ma tak zabójcze działanie? Spróbujmy wspólnie odpowiedzieć na te pytania!

Czym właściwie jest smog?

Jest to mgła, w której podczas bezwietrznej pogody utrzymują się zanieczyszczenia powietrza: dym, pyły oraz lotne związki chemiczne. Za najbardziej szkodliwe z tej ostatniej grupy uznać należy tlenki siarki, tlenki azotu oraz niektóre związki węgla, takie jak np. silnie rakotwórczy benzopiren.

Oddychając taką mieszanką, narażamy się na choroby układu oddechowego, krążenia, a w dłuższej perspektywie – na wystąpienie zmian nowotworowych, przede wszystkim w obrębie płuc. Czy nie można zatem w dobrze pojętym interesie wszystkich Polaków konsekwentnie zabronić zatruwania powietrza przez wszelkiego rodzaju fabryki, spalarnie odpadów i zakłady przemysłowe? Nie jest to takie łatwe, ponieważ największymi winowajcami jesteśmy... my sami.

Trująca mgła nad Krakowem, Opocznem czy Rybnikiem to tylko w niewielkim stopniu konsek­wencja dużego uprzemysłowienia tamtych regionów. To efekt używania w samochodach starszych silników Diesla, a przede wszystkim – spalania w domowych piecach byle czego i byle jak! Z kominów naszych domów pochodzą ponad trzy czwarte szkodliwych zanieczyszczeń powietrza!

Jak powstaje „siwy dym”?

Od dziesiątek lat niesłabnącą popularnością cieszą się w Polsce kotły grzewcze, tzw. kopciuchy, w których spalić można praktycznie wszystko: od drewna, przez miał węglowy, po plastikowe butelki i inne śmieci z gospodarstwa domowego. Ich właściciele poczuwali się wręcz do obowiązku spalenia czego tylko się da: przecież w ten sposób powstaje mniej odpadów.

Efektem takiego sposobu myślenia oraz kupowania najtańszych rodzajów paliwa węglowego jest emisja zabójczej mieszanki pyłów i toksycznych związków chemicznych z setek tysięcy kominów. I tak będzie, dopóki nie zostaną wprowadzone restrykcyjne prawa oraz kontrole wymuszające na właścicielach pieców wykorzystywanie tylko najlepszej jakości paliwa stałego, a jednocześnie stwarzające finansową zachętę do przechodzenia przykładowo na ogrzewanie gazowe.

Uff! To na szczęście nie my – myślą sobie zapewne teraz użytkownicy kominków oraz piecyków zwanych kozami, w których pali się przecież ekologicznie czystym drewnem lub brykietami z trocin. Nic podobnego! Także drewno przyczynia się do powstawania smogu, o ile nie jest we właściwy sposób spalane.

Nadmierne ograniczanie dopływu powietrza, które w zamyśle właścicieli ma wydłużyć czas grzania, powoduje nie tylko znaczne obniżenie temperatury urządzenia, a więc efekt odwrotny od zamierzonego, ale sprawia także, że drewno czy brykiety zaczynają „kopcić”. Zamiast płomienia mamy wtedy dym, zamiast czystego powietrza – rakotwórczy smog.

Gdzie w Polsce jest najgorzej?

Sytuacja na smogowej mapie naszego kraju nie zmienia się od lat, co wynika nie tylko z dziesięcioleci zaniedbań w dziedzinie modernizowania „domowej energetyki”. To także efekt ukształtowania terenu (najbardziej narażone na smog są miejscowości położone w nieckach i dolinach) oraz kierunku wiatrów wiejących nad Polską.

Zatrucie powietrza, zwłaszcza w Małopolsce i na Śląsku, lokuje nas wśród najbardziej zaniedbanych pod tym względem regionów Europy. Stężenie trujących związków nawet kilkunastokrotnie przewyższa tam dopuszczalne normy!

Na zachodzie Europy współczynnik zanieczyszczenia powietrza benzoapirenem (BaP) nie przekracza na ogół wartości 0,5 nanograma na metr sześcienny. A u nas? Dziesiątka miast, w których oddycha się najgorzej, notuje wartości, które sięgają od 9 do 17 nanogramów (patrz lista u góry strony). Po prostu rozpacz!

Jak bronić się przed smogiem?

Trujący dym jest szczególnie niebezpieczny późną jesienią i zimą, kiedy nie tylko trwa w najlepsze sezon grzewczy, ale także chłodne powietrze „zastyga” przy gruncie, powodując utworzenie się nieruchomej zawiesiny szkodliwych cząsteczek. Alarm smogowy ogłaszany jest w prasie, radiu i telewizji.

Najbardziej narażeni na oddziaływanie toksycznych związków są mieszkańcy aglomeracji oraz dużych miast położonych w obniżeniach terenu. Jeśli pojawi się ostrzeżenie lub poranek przywita nas szarą mgłą oraz nieprzyjemnym zapachem, musimy zastosować się do kilku środków ostrożności.

1. Zamknijmy szczelnie drzwi i okna. Ograniczmy do minimum napływ powietrza z zewnątrz. Wietrzenie mieszkania odłóżmy do czasu ustąpienia smogu.

2. Nie wychodźmy bez potrzeby z domu. Zrezygnujmy ze spacerów, odwiedzin i rozrywek na świeżym powietrzu.

3. Zadbajmy, aby dzieci nie przebywały zbyt długo na powietrzu. Trzeba zorganizować im zabawę i zajęcia w domu. Najbardziej skuteczną ochronę przed zanieczyszczonym powietrzem zapewni nam jednak odpowiednia maska.

I tu mamy problem: czy wystarczy zwykły kawałek płótna, czy też musi to być profesjonalna osłona dróg oddechowych ze specjalnymi filtrami? Jak długo działa? I czy pozwala podczas zagrożenia smogowego na uprawianie jazdy rowerem, biegania czy nordic walkingu?

Jaką maskę wybrać?

Oczywiście skuteczną! A za taką z pewnością nie możemy uznać zwykłej maseczki medycznej, która oferowana jest w aptekach. Pomaga ona uniknąć zakażenia bakteryjnego, jest jednak całkowicie nieprzydatna, jeśli idzie o zatrzymywanie drobniejszych cząstek pyłu i trujących substancji chemicznych.

Tak więc wyjście w niej na ulicę podczas zagrożenia smogowego daje niewiele więcej niż osłonięcie nosa i ust szalikiem. Potrzebujemy czegoś więcej!

– Aby maska antysmogowa spełniła swoje zadanie, musi zatrzymywać cząstki o średnicy większej niż 0,3 mikrometra oraz posiadać filtr węglowy neutralizujący między innymi groźne dla człowieka tlenki azotu – mówi Michał Kowalówka z krakowskiego sklepu internetowego antysmogowe.pl. – Musi spełniać określone normy: w Polsce to PM10 oraz PM2.5 – o te więc trzeba pytać w sklepach takich jak nasz lub sportowych, medycznych czy z artykułami BHP – dodaje.

Co mamy tu w ofercie? Dobra maska nie jest tania. Taka dla czynnie uprawiających sport na świeżym powietrzu kosztuje ok. 200 zł (Respro), do tego co kilka tygodni trzeba wymienić aktywny filtr, który kosztuje następnych 100 zł.

Można taniej? Można: alternatywą – do codziennego (niesportowego) użytku – są choćby kosztujące połowę powyższej kwoty produkty polskiej firmy EMASKA (na filtr wydamy ­29 zł) czy Vogmask z USA (niewymienny filtr, ale za to kilkumiesięczny okres użytkowania).

– W przypadku sporadycznego używania, dobrym rozwiązaniem jest zakup masek jednorazowych. W naszym asortymencie są np. kosztujące niecałe 10 zł nakładki na nos i usta, dające skuteczną ochronę przez cały dzień. Mało tego – chronią także przed wirusami! – informuje Michał Kowalówka.

Czy należy nam się odszkodowanie?

Trudno jest wycenić zmarnowane zdrowie i paradoksalnie właśnie to sprawia, że wytaczanie procesu w sprawie szkód spowodowanych w organizmie przez zanieczyszczone powietrze nie ma większego sensu.

Ani Skarb Państwa, ani konkretne ministerstwo, ani organy administracji czy samorządu nie wypłacą nam stosownego odszkodowania – żaden lekarz nie wykaże na zawołanie wyraźnego i niezbitego związku między aktualnym stanem naszego zdrowia a jakością wdychanego powietrza. To proces trwający latami i niedający się zdiagnozować na sali sądowej.

Cóż więc nam zostaje? Nie załamywać rąk – radzą prawnicy. Możemy z powodzeniem dochodzić swoich praw w nieco inny sposób. Po pierwsze, przebywając w miejscowościach o charakterze turystycznym, możemy domagać się zwrotu tzw. opłaty klimatycznej, jeżeli stężenie szkodliwych substancji we wdychanym powietrzu przekracza tam dopuszczalne normy.

Brzmi to nieco dziwnie, ale z sytuacją taką coraz częściej możemy spotkać się choćby w Zakopanem, Nowym Targu czy Rabce. Po drugie, możemy domagać się odszkodowania za zniszczoną lub zabrudzoną elewację budynku. Tutaj fachowa ekspertyza może łatwo wykazać, że jej wygląd to efekt oddziaływania brudnego powietrza. I po trzecie wreszcie, możemy spróbować wygrać sprawę o tak zwane ograniczenie dóbr osobistych.

O co tu chodzi? Otóż jeżeli nie możemy przebywać na świeżym powietrzu tyle, ile chcielibyśmy, uprawiać sportu, rozwijać innych aktywności, bo na przeszkodzie temu stoi zanieczyszczenie powietrza – to jest to właśnie tego typu ograniczenie. Pierwsze tak sformułowane pozwy już się pojawiły, a prawnicy nie wykluczają, że ich liczba może wzrastać w lawinowym tempie...

Co jednak zrobić, jeśli komuś nie w smak sądowe batalie? Można poważnie wziąć pod rozwagę zmianę miejsca zamieszkania. Na polskiej mapie smogu jako oazy czystego powietrza prezentują się północne regiony naszego kraju. Warmia, Mazury, Kaszuby czy Pomorze – tam można spędzić zimę bez konieczności zakładania masek. Czy zadymione południe kraju także doczeka się takich czasów?

Artykuł pochodzi z kategorii: Zdrowy tryb życia

Świat Tajemnic

Zobacz również

  • „Menopauza bez pauzy” to kampania zainicjowana przez markę VICHY. W ramach akcji w sierpniu kobiety będą mogły skorzystać z bezpłatnych konsultacji dermatologicznych oraz dobrać odpowiednie dla... więcej