Dzieci nami rządzą

Uważasz, że jesteś dobrym rodzicem, bo dajesz dziecku wszystko, czego zapragnie? Niestety, jest inaczej. To dowód niewystarczającej wiedzy o wychowaniu. A czasem – po prostu lenistwo.

W polskich domach niedawno pojawili się nowi tyrani. To nasze dzieci. Są wymagający i bezwzględni, a niespełnianie ich żądań może mieć poważne konsekwencje.

Reklama

Badania TNS OBOP z 2010 roku pokazują, że choć oczekiwania dzieci wzrosły, to jednocześnie ich szacunek dla dorosłych spadł. Zadbali o to sami rodzice, stosując metody bezstresowego wychowania, które są tak samo szkodliwe jak surowa dyscyplina.

Według pediatry i psychologa, Aldo Naouri, stosunki rodzinne stoją dziś na głowie: „Dla poprzednich pokoleń było oczywiste, że starszy jest na górze, młodszy na dole”. Dziś te relacje nie są jednoznaczne. „Rodzice najchętniej niczego nie odmawialiby swoim dzieciom” – pisze w swojej książce duński terapeuta Jesper Juul. Brak zakazów staje się formą okazywania miłości.

Coraz częściej dzieci przejmują rządy, więc czas przyjrzeć się naszej relacji z dzieckiem.

Chcę, żeby moje dzieci miały wszystko

Z daję sobie sprawę, że spełnianie zach- cianek dzieci to nie najlepsza metoda wychowawcza, ale nie potrafię im odmówić – mówi Marta Nowakowska, właścicielka salonu fryzjersko-kosmetycznego (34 lata), mama Kuby (7 lat) i Ani (5 lat).

Wygląda na zmęczoną, choć powinna być reklamą swojej firmy. Pracuje 10 godzin na dobę i gdy wraca po ósmej do domu, brakuje jej sił na wszystko, zwłaszcza na kłótnie z dziećmi. Dlatego przymyka oczy na nieposprzątane zabawki, nie reaguje na zaczepki. Męczy ją poczucie winy.

Rozwój firmy zbiegł się z ciążą i narodzinami Ani. – Nie siedziałam za długo w domu, nie miałam czasu, poza tym nie mogę wytrzymać zbyt długo w jednym miejscu. Wiedziałam, że jak nie zacznę działać, przepadnie interes życia.

O kryzysie wtedy jeszcze się nie mówiło. Byłam przekonana, że kobiety będą wydawać na siebie pieniądze, tylko trzeba im zapewnić odpowiednią jakość usług – wspomina. Rzuciła się w wir zajęć. Z dziećmi siedziała babcia i opiekunki, które wciąż się zmieniały.

Marta nie była świadkiem pierwszego kroku córki. Gdy jej syn miał operację, też przyjmowała klientki, bo był akurat sylwester. To, że dzieci stały się krnąbrne, traktuje jako naturalną konsekwencję jej nieobecności w domu.

Kupuję prezenty dla świętego spokoju

– Dziś wychowuje się inaczej. Pracujemy, żeby zarobić na potrzeby dzieciaków – mówi Piotr (37 lat), mąż Marty. – Teraz, gdy przychodzimy do domu, one od razu pytają: „Co dla nas macie?”. Z czasem to stało się nawet wygodne.

One dostają prezent i idą się bawić, a my odpoczywamy. Najgorszy jest brak konsekwencji. Gdy coś przeskrobią, mówimy, że nie dostaną już zabawek, a potem i tak je kupujemy. – Zdaję sobie sprawę ze swoich grzechów. No po prostu nie mam czasu dla dzieci! – wyznaje Marta.

– „Mamo, a Zuzia ma lalkę, której włosy zmieniają kolor. Też chcę taką!” – mówi Ania i ja spełniam jej życzenie. Przecież nas stać. Z drugiej strony mało rzeczy jest w stanie zadowolić je na dłużej. Zaraz za miast lalki będzie miś, klocki, konik. Wspólny czas? Jedyne, na co mam siłę, to pójście z nimi do kina i restauracji. Jeśli chcę wyjść tylko z mężem, dzieci oczekują od nas rekompensaty.

Popełniam błędy z poczucia winy

– Nie chciałam, żeby im czegokolwiek brakło, a okazało się, że brakuje im nas – od zapewnienia dzieciom odpowiedniego standardu Marta przeszła do wyrzutów sumienia. Ma je każdego dnia. Ale sama przyznaje, że na tym się kończy, bo one nie popychają jej do zmiany trybu życia.

Dzieci szybko nauczyły się wykorzystywać słabości rodziców. – Wiedzą dokładnie, co na nas działa. Przestały nas słuchać, zaczęły nawet szantażować. „Pojadę do babci, jeżeli kupisz mi grę” – mówi syn, a córka, gdy proszę, żeby posprzątała pokój, pyta, co za to dostanie.

Obiecuję im nagrody za naukę, bo zaczęły się skargi ze szkoły na Kubę. Wciąż wściekam się na nie i na siebie. One decydują, dokąd pojedziemy na wakacje, ale nie uważam, że to jest akurat jakiś problem. Gorzej, że chcą mieszkać w najlepszym hotelu, jadać w drogich restauracjach – żali się Marta.

– Ja bym po prostu chciała, żeby doceniały to, co mają, bo my z mężem w dzieciństwie nie mieliśmy nawet połowy ich „wyposażenia”. A im ciągle jest mało. Boli mnie, że traktują nas jak maszynkę do robienia pieniędzy, a my się na to godzimy. Przyznaję się, że nie potrafię wyplątać się z tego, bo nie chcę awantur.

Gdy oświadczam, że czegoś nie kupię, obrażają się. „Jaka z ciebie matka?!” – krzyczy ze złością mój syn. A ja myślę: „Czy na prawdę jestem taka okropna?”.

Kupowanie miłości to droga na skróty

„Zapracowani i coraz bogatsi, chcemy dać dzieciom więcej, niż dyktuje zdrowy rozsądek. Wynagrodzić zmartwienia, oszczędzić problemów, czyli prawdziwego życia. To szkodliwe” – mówi psycholog Aldo Naouri. 

Rodzice tłumią poczucie winy zakupami, uważają, że dają dziecku szczęście, bo ono ma wszystko, czego zapragnie, ale to rozwiązanie na skróty. Nie rozmawiamy, tylko wręczamy prezenty. Złe zachowanie budzi większe poczucie winy, bo zarzucamy sobie, że to przez nasz brak czasu. Zaczynamy kupować więcej... Instytut Rynku Wewnętrznego i Konsumpcji podaje, że w mi nionym roku ponad 45 proc. dzieci podpowiadało rodzicom przy zakupie komputerów i elektroniki, ok. 7 proc. – samochodu.

– Na rynku nowoczesnych technologii one są rodzicami rodziców – twierdzi prof. Anna Olejniczuk-Merta z IRWiK, autorka książki „Współczesne dylematy młodych konsumentów”. Według psychologów, dzieci, które dostawały za dużo, nie radzą sobie potem z rozczarowaniami dnia codziennego.

Mają roszczeniowy stosunek do świata, wszystko im się należy, a taka postawa bardzo utrudnia kontakty w pracy i w relacjach z innymi. Przy tym są bierne, nie potrafią same zadbać o realizację swoich marzeń.

„Współcześni rodzice żyją pod presją nadmiaru obowiązków. Osamotnione dzieci, by zwrócić na siebie uwagę, są krnąbrne, mają kiepskie oceny w szkole” – czytamy na stronach Fundacji XXI ABC Cała Polska Czyta Dzieciom. Co należy zrobić? „Spędzajmy razem wartościowy czas – nie na oglądaniu filmów czy kupowaniu, ale na czytaniu, rozmowach, bliskości”.

Paradoksalnie, dziecko, któremu się na wszystko pozwala, żyje w poczuciu głębokiej niepewności.

Wychowuję córkę inaczej niż syna

Mówi się, że dzieci powinno się kochać jednakowo, ale tak nie jest. Kocham Franka (10 lat) nad życie, jednak Polę (4 lata) kocham mocniej.

Syn jest spokojny, wręcz powolny, a córka to urwis, ma temperament po mnie – mówi Aleksandra Gałązka, pielęgniarka (35 lat). – Franka musieliśmy raczej stymulować, niż temperować, natomiast Pola wychowuje nas, a nie my ją.

– Miałam problemy z zajściem w drugą ciążę i gdy się udało, dosłownie oszaleliśmy z radości. Dlatego pozwalaliśmy jej na więcej – przyznaje Ola.

– Teraz sprawy zaszły za daleko. Jej temperament nas wykańcza. Wymusza wszystko histerią, ale najgorsze, że jej ulegamy. Franek się buntuje. Tłumaczę, że siostra jest mała i wyrośnie z tego, a on odpowiada, że jemu w tym wieku na tyle nie pozwalaliśmy.

Doskonale pamięta, jak nie dostał samochodu na mikołajki, bo pobił się z kolegą. Wypomina nam to cały czas, bo przecież nie on wtedy zaczął. Rzeczywiście, byliśmy dla niego zbyt surowi – przyznaje Ola.

Ona jest zawsze w centrum uwagi

– Mała w sklepie tupie i krzy czy. Nie pomaga siadanie przy niej, jak zalecają poradniki. Moglibyśmy tak siedzieć do rana. Od jakiegoś czasu przestaliśmy ją brać na zakupy. Franek się przed nią zamyka, bo niszczy mu zabawki.

Syn krzyczy, że „ma prawo do prywatności!”, a potem dodaje, że nienawidzi siostry – martwi się Ola. Najbardziej boi się, że dzieci nie będą mogły się porozumieć. Wprawdzie stara się, żeby Franek nie zawsze musiał ustępować, ale w praktyce wychodzi inaczej. Pola skupia całą uwagę rodziny i chociaż Ola z mężem starają się poświęcać synowi więcej czasu, mała jest wtedy ogromnie zazdrosna.

Odciąga ich od niego i zachowuje się w prowokacyjny sposób. – W przedszkolu Poli już rozmawiałam o tym z wychowawczynią. Ona zarzuca mi, że w do mu niczego od niej nie wymagamy. Ja mam jednak poczucie, że córka jest wciąż zbyt mała. Nie mam pojęcia, czego od niej wymagać. Czy czteroletnie dziecko powinno zmywać naczynia?

Nauczycielka powiedziała, że ostatnio czekała na nią prawie pół godziny, gdy wychodzili na spacer, bo nie chciała się ubrać. To prawda, że we wszystkim ją wyręczam. Rano ubieram ją „na śpiąco” i zanoszę do łazienki. Tak jest szybciej. Wcześniej tego nie widzieliśmy, ale gdy zaczęła chodzić do przedszkola, stało się jasne, że jest bardziej rozpieszczona niż inne dzieci – opowiada.

– Chce jeść na zielonym talerzyku, nie różowym. W domu ma ulubione sztućce, innych nie chce używać. Nie ma stałej godziny zasypiania. Pada około 23.00. Najczęściej razem z nami. Gdy próbujemy ją położyć wcześniej, wrzeszczy. Gdy raz próbowałam ją położyć siłą, uderzyła mnie piąstką w głowę. To był dla mnie sygnał, że hodujemy despotkę.

W zeszłym tygodniu byłam na kolejnej rozmowie w przedszkolu. Uczę się postępować z córką, zaciskam zęby, żeby być konsekwentną. Mąż i syn włączyli się do ustalania reguł. To trudny okres dla rodziny.

Maluchy stają się książątkami

Według psychologów, najbardziej nieszczęśliwy w rodzinie jest właśnie rozpuszczony ponad miarę maluch. Specjaliści uważają, że rozpieszczanie to nieświadomy błąd rodziców, którzy czują się niepewnie w swojej roli.

Spełniają wszelkie zachcianki dziecka, żeby udowodnić, że są dla niego dobrzy. Tymczasem dziecko, któremu wszystko wolno, tak naprawdę czuje się zagubione. Ma poczucie niskiej wartości, żyje w niepewności. Nie wie, co wolno, a czego nie, ponieważ brakuje mu punktu odniesienia. Jasne zasady mają wpływ na to, w jaki sposób dziecko poznaje świat, co z niego rozumie, jak wchodzi w relacje z innymi.

Aby proces wyznaczania granic odbywał się łagodnie, rodzic powinien zawsze identycznie reagować na ich przekraczanie. Zdecydowanie, ale okazując sza cunek. „Dzieci stają się królewiątkami. Kiedyś wiedziały, że nie można mieć wszystkiego; dziś uważają, że do wszystkiego mają prawo i to natychmiast” – mówi w rozmowie z „News weekiem” dr Aldo Naouri.

To jednak nie znaczy, że nie po winny mieć własnego zdania, wręcz przeciwnie, ale to do rośli muszą podejmować ostateczne decyzje. Problemy z zachowaniem to bardzo częsty temat na forach internetowych dla rodziców.

Scarlett, jedna z forumowiczek, pisze: „Muszę przyznać, że to prawda, że najgorzej jest, gdy dziecko wpada w histerię, a my mu ulegamy. Tak wyciąga wnioski, że zawsze i wszędzie postawi na swoim”. Do rozpieszczania swoich dzieci przyznają się również celebryci.

W jednym z wywiadów tancerz i pedagog Agustin Egurrola mówi otwarcie: „Chciałbym przygotować córkę do życia najlepiej, jak potrafię. Carmen jest moim oczkiem w głowie. Doskonale wie, że może zrobić ze mną absolutnie wszystko. Chociaż zdaję sobie sprawę, że nie jest to do końca pedagogiczne podejście. Ale nie umiem zachowywać się w stosunku do niej inaczej. Chyba rozpieszczam ją do granic możliwości”.

Nasz ekspert radzi

Warto mówić NIE

Zadbaj o kontakt wzro kowy. Mów spokojnym, ale zdecydowanym tonem.

Dostosuj komunikat do wieku dziecka tak, aby był jasny i niezbyt długi. Podaj uzasadnienie odmowy.

Unikaj porównań do kolegów czy rodzeństwa, bo w ten sposób możesz ich ze sobą skłócić.

Jeśli jesteś rodzicem malucha do trzech lat, nie przeprowadzaj poważnych rozmów w miejscach, w których łatwo o awanturę, takich jak sklep z za-bawkami lub słodyczami, duże centra handlowe.

Gdy dziecko wpada w histerię, natychmiast opuść sklep. To pozwoli mu szybciej się uspokoić. Ale jeśli w obawie przed gapiami ulegniesz, wzmocnisz jego złe zachowanie. Dasz mu do zrozumienia, że krzyczeć się opłaca.

Dzieci mają prawo złościć się na rodziców i okazywać to wprost. Powiedz: „Widzę, że jesteś na mnie zły”. I przyjmij to do wiadomości.

Problem tkwi nie w dzieciach, a w dorosłych

Rodzice muszą nauczyć się zachowywać równowagę między potrzebami dziecka a własnymi. nie mogą bać się słowa „nie”. powinni uczyć dziecko systemu wartości uwzględniającego uczucia innych – mówi Ewelina Wilkos, psycholog dziecięcy.

: Dlaczego pozwalamy dziecku rządzić?

E.W.: Odpowiedzi jest kilka.Są ludzie, którzy stracili jedno dziecko i teraz w nadmiarze przelewają uczucia na drugie. Są też tacy, dla których stawianie granic jest „zabijaniem indywidualizmu”. Do tego dochodzi mylne pojmowanie miłości rodzicielskiej jako spełnianie zachcianek.

W ten sposób matka i ojciec chcą zmniejszyć frustrację dziecka, chronić je przed negatywnymi emocjami. Jeszcze inna grupa rodziców, zwłaszcza tych skłóconych po rozwodzie, rozpieszcza dziecko, by przeciągnąć je na swoją stronę.

Nie mają na celu jego dobra, chcą przede wszystkim dokuczyć byłemu partnerowi. To rodzaj manipulacji.

O.: W którym momencie oddajemy władzę?

E.W.: Pierwsze symptomy zauważa na ogół otoczenie np. wychowawcy w przedszkolu, znajomi. Zjawisko ma charakter stopniowy.

Zaczyna się od dnia narodzin (a może nawet wcześniej, w głowie rodzica) i postępuje z wiekiem aż do momentu eskalacji w wieku nastoletnim, kiedy część rodziców czuje się już całkowicie bezradna wobec postępowania dzieci.

O.: Jak pracować nad sobą, żeby zachować granice? Na co nie dać się złapać?

E.W.: Każde dziecko ma na rodziców haczyk. Chodzi o to, by być tego świadomym. Trzeba pamiętać, że wychowanie nie jest zestawem technik ani przypadkowym procesem. Ważne dla prawidłowego rozwoju jest ustalanie zasad wzajemnego współżycia, dawanie dzieciom pozytywnych wzmocnień, wreszcie kształtowanie pożądanych zachowań własnym przykładem.

Negatywne zachowania dzieci są umacniane przez niekonsekwencję. Im częściej się to zdarza, tym szybciej rodzic staje się osobą mało wiarygodną, którą można manipulować. Jest to pierwszy krok do utraty autorytetu. Należy stanowczo obalić jeden z wychowawczych mitów, że kochający rodzice zaspokajają wszystkie żądania dziecka.

A Tekst: Aneta Olkowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Rozwój dziecka

Olivia

Zobacz również

  • Mój 4-letni wnuczek uwielbia bawić się w żołnierzy. Gdy odbieram go z przedszkola, widzę jak z innymi chłopcami na niby strzela z karabinu i czołga się po podłodze jak żołnierz. Zwierzył mi się, że... więcej