Jak leczyć przeziębienie i grypę

Katar, ból gardła, kaszel, gorączka – znamy sposoby, by się z nimi uporać bez wizyty u lekarza i leżenia w łóżku. Okazuje się jednak, że samoleczenie może czasem szkodzić. Popularne specyfiki wcale nie leczą, a tylko zagłuszają objawy choroby.

Polak przeziębia się przeciętnie trzy razy w roku (dane z badania VICKS Global C&F Survey, które zostało niedawno opublikowane), podczas gdy Węgier, Francuz, Amerykanin czy Australijczyk tylko dwa. Dlaczego tak często? Może dlatego, że szkoda nam czasu na chorowanie. Gdy dopada nas przeziębienie lub grypa, idziemy do pracy i zarażamy innych. Tylko 9 proc. z nas decyduje się wtedy pozostać kilka dni w łóżku. – To najkorzystniejsza dla organizmu opcja – potwierdza infekcjolog, dr n. med. Paweł Grzesiowski, szef fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń w Warszawie. – Wiele popularnych dostępnych bez recepty specyfików na przeziębienie tłumi naturalne reakcje odpornościowe organizmu i wydłuża czas choroby. Być może dlatego Polacy łapią infekcje tak często.

PANI: Ile razy w roku ma prawo przeziębiać się dorosły?

Reklama

Dr Paweł Grzesiowski: Jeśli nie cierpimy na jakieś schorzenie przewlekłe, np. astmę, nie powinniśmy chorować częściej niż 1-2 razy do roku. Inaczej jest z dziećmi poniżej 5.-6. roku życia: one mają prawo przeziębiać się nawet 10 razy w roku, bo ich układ odpornościowy jest jeszcze niedojrzały. Każda przebyta infekcja uzbraja go w przeciwciała i pamięć immunologiczną, które mają zapobiegać zwykłym zakażeniom. U dorosłych system odporności powinien sprawnie funkcjonować, o ile nie przeszkadzamy mu paleniem papierosów czy nadużywaniem klimatyzacji.

Co robić, jeśli przeziębiamy się dość często, niemal wpadamy z jednej infekcji w drugą?

Nie świadczy to jeszcze o zaburzeniach odporności, ale z pewnością to sygnał, że w naszym życiu coś funkcjonuje nie tak. Może narażamy się na gwałtowne zmiany temperatury?

Obniżeniu odporności sprzyja też permanentny stres lub depresja. A może w grę wchodzą alergia, astma albo duży niedobór witaminy D, co działa niekorzystnie na układ odpornościowy. Deficyt tej witaminy zaburza przyswajanie wapnia niezbędnego do wielu procesów odpornościowych, a także regeneracji błony śluzowej po infekcji.

Wiele osób za lekko się ubiera i pewnie dlatego łatwiej się przeziębia…

Nie wystarczy przemarznąć, by złapać infekcję. Wychłodzenie powoduje skurcz naczyń krwionośnych, a to przekłada się na niedokrwienie błony śluzowej, zmniejszenie ilości śluzu oraz osłabienie działania aparatu rzęskowego w nosie, który ma eliminować drobnoustroje z dróg oddechowych. Jednak aby doszło do infekcji, potrzebny jest jeszcze kontakt z wirusem.

Polacy uwierzyli reklamom, które głoszą, że aby pozbyć się gorączki i kataru, wystarczy wypić „koktajl na przeziębienie”. Czy to zawsze bezpieczne rozwiązanie?

Zdecydowanie nie. Owszem, dzięki takim preparatom odczuwamy chwilową poprawę samopoczucia, ale infekcja rozwija się dalej i zarażamy innych. Lepiej przez 2-3 dni pozostać w łóżku i koniecznie pić dużo płynów, które są niezbędne, byśmy mogli pozbyć się wirusa z organizmu. Polecam napar z czarnego bzu i herbatę z sokiem malinowym, bo zawierają naturalne związki przeciwwirusowe i przeciwzapalne, np. salicylany. Po co męczyć się z katarem, skoro możemy go skutecznie zahamować? Z katarem jest podobnie jak z biegunką – nie wolno ich hamować w początkowej fazie infekcji, bo to mechanizm oczyszczający nasz organizm z wirusa i jego toksycznych produktów. Wirus przedostając się do wnętrza komórek śluzówki, sieje spustoszenie – pojawia się obrzęk błon śluzowych i w efekcie mamy zatkany nos. Produkcja śluzu jest fizjologicznym mechanizmem, który umożliwia wypłukiwanie martwych fragmentów błony śluzowej, a wraz z nią wirusa. Katar służy więc dochodzeniu do zdrowia i dlatego nie powinniśmy go blokować. Jak więc radzić sobie z zatkanym nosem? Aby utrzymać jego drożność, dobrze jest robić inhalacje, najlepiej z soli fizjologicznej. To pomaga wypłukać zalegającą wydzielinę i przyspiesza regenerację nabłonka. A jeśli występuje duży obrzęk, który uniemożliwia nam sen, można zastosować doraźnie krople do nosa – działają miejscowo, a nie na cały organizm, jak w przypadku doustnych preparatów. Warto zadbać o udrożnienie nosa, szczególnie gdy lecimy samolotem. Gwałtowna zmiana ciśnienia, która pojawia się przy wznoszeniu czy lądowaniu, przy zatkanym nosie może skutkować pęknięciem błony bębenkowej. Ale uwaga! Kropli do nosa obkurczających naczynia też nie wolno nadużywać, bo potrafią trwale uszkodzić błonę śluzową. To rozwiązanie na 2-3 dni, kiedy dolegliwości są najbardziej dokuczliwe. Potem wydzielina staje się gęsta. Zamiast ją osuszać, lepiej płukać nos solą fizjologiczną lub wodą morską.

A ból gardła? Czy to prawda, że większość specyfików, które mają go łagodzić, działa wysuszająco, a to tylko pogarsza sprawę?

Rzeczywiście tak jest. Błona śluzowa gardła w czasie infekcji przypomina ranę. Płukanie solą tylko ją podrażnia. Preparaty obkurczające naczynia krwionośne w błonie śluzowej działają także na gardło, a to na dłuższą metę bardziej szkodzi, niż pomaga. Kojąco działają natomiast syropy i tabletki do ssania, które „powlekają” gardło, np. na bazie miodu, rumianku, tymianku, prawoślazu, czy napar z siemienia lnianego.

Kaszel bywa bardzo męczący i krępujący. Czy trzeba z nim walczyć?

To obronny odruch organizmu, który chroni przed rozprzestrzenianiem zakażenia z górnych dróg oddechowych na dolne, czyli oskrzela i płuca. Zawierająca wirusy wydzielina w naturalny sposób spływa z gardła do oskrzeli, a dzięki temu, że ją odkrztuszamy, chronimy oskrzela i płuca. Im więcej więc odkrztuszamy, tym lepiej, dlatego przyjmowanie preparatów tłumiących odruch kaszlu to błąd. Szczególnie jeśli kaszel jest suchy, lepiej sięgnąć po syropy z substancjami rozrzedzającymi wydzielinę i zmniejszającymi jej lepkość oraz ułatwiającymi odkrztuszanie, np. ambroksolem lub gwajafenezyną. Odkrztuszanie przyspiesza także inhalacja z soli fizjologicznej. Nie korzystajmy jednak z tych metod wieczorem, bo w pozycji leżącej spływająca wydzielina utrudni nam sen. Gdy kaszel jest mokry, w jej odkrztuszeniu pomagają preparaty wykrztuśne, np. na bazie jodku potasu czy korzenia wymiotnicy.

Co zrobić, kiedy kaszel wybudza nas w nocy?

To jedyna sytuacja, gdy warto sięgnąć po syrop hamujący odruch kaszlu, np. z pochodnymi kodeiny, albo po miód. Jednak zalecam zażywanie preparatów przeciwkaszlowych tylko przed snem. W dzień starajmy się odkrztuszać jak najwięcej wydzieliny. Polecam też picie dużej ilości płynów i nawilżanie pomieszczenia, w którym śpimy, bo wysuszone powietrze nasila kaszel. Odruchowo walczymy z gorączką. Słusznie? To ogromny błąd! Podwyższona temperatura to objaw walki ze strony układu odpornościowego. Naszą obroną na atak wirusów lub bakterii jest wyrzut przez komórki odpornościowe cytokin, czyli substancji regulujących reakcje zapalne, w tym produkcję interferonu, czyli białka blokującego namnażanie wirusa w komórkach. Gdy zastosujemy lek przeciwgorączkowy, zablokujemy wydzielanie cytokin i produkcję interferonu, a więc sparaliżujemy działanie układu odpornościowego. Wtedy infekcja trwa dłużej.

Kiedy powinniśmy wybrać się do lekarza?

Przede wszystkim wówczas, gdy samopoczucie się pogarsza. Gorączka, zatkany nos i bóle mięśniowe mają prawo dręczyć nas w pierwszych 2-3 dobach trwania infekcji, ale później powinno być już lepiej. Jeśli nie jest, trzeba sprawdzić dlaczego.

W jakiej sytuacji niezbędny jest antybiotyk?

Tylko wtedy, kiedy mamy ewidentną infekcję bakteryjną, taką jak: angina, zapalenie ucha środkowego, zapalenie zatok, bakteryjne zapalenie oskrzeli i zapalenie płuc. Błędem jest przepisywanie antybiotyku w pierwszych trzech dobach trwania infekcji, kiedy w 95 proc. przypadków mamy do czynienia z zakażeniem wirusowym, a nie bakteryjnym. A antybiotyki nie działają na wirusy.

Powszechnie uważa się, że katar zabarwiony na żółto to oznaka, że do gry wkroczyły bakterie i trzeba wziąć antybiotyk.

To mit. Ostatnia faza wirusowej infekcji nosa i gardła polega na złuszczeniu uszkodzonej przez wirus błony śluzowej. Wówczas wydzielina z nosa ma prawo stać się żółta lub zielonkawa i to wcale nie znaczy, że mamy zakażenie bakteryjne.

Jakie mogą być konsekwencje ignorowania przeziębienia czy grypy?

Wydłuża się czas trwania infekcji, a także dochodzi do powikłań w postaci zapalenia oskrzeli, a nawet płuc. W przypadku grypy sprawa jest poważniejsza. Wirus grypy atakuje cały organizm, a w szczególności mięśnie, więc także serce. Zapalenie mięśnia sercowego jest jednym z najbardziej niebezpiecznych powikłań grypy, i wcale nierzadkim. Bywa, że jedynym sposobem leczenia jest wtedy transplantacja serca.

Co zatem robić, żeby nie chorować?

Zaszczepić się przeciwko grypie, zadbać o właściwą dietę, bogatą w naturalne witaminy, i pamiętać o nawilżaniu pomieszczeń, w których śpimy i pracujemy. W czasie epidemii lepiej unikać skupisk ludzkich takich jak kina, teatry, supermarkety. A gdy już dopadnie nas przeziębienie, zostać w domu przez kilka dni i pozwolić swojemu organizmowi uruchomić mechanizmy obronne.

Rozmawiała: Katarzyna Koper

Przeziębienie czy grypa?

Przeziębienie: dolegliwości nasilają się w ciągu trzech dób trwania infekcji, dokucza nam drapanie w nosie i gardle, mamy nieżyt nosa, cieknący katar, czasem kaszel, stan podgorączkowy – temperaturę ciała między 37 a 38 st. C.

Grypa: dolegliwości pojawiają się nagle, zwykle w postaci gorączki powyżej 38 st., dreszczy, bólu głowy, mięśni, kości i stawów. Dołącza do nich suchy, męczący kaszel, osłabienie, bardzo złe samopoczucie.

Artykuł pochodzi z kategorii: Choroby

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Zobacz również

  • Ucho pływaka

    ​Tak naprawdę jest to zapalenie ucha zewnętrznego. Możesz się go nabawić na basenie czy w saunie. Jednym słowem, głównym sprawcą jest woda lub wilgoć. Chorobę wywołują bowiem bakterie i grzyby,... więcej