Depresja. Jak nie poddać się przygnębieniu i apatii?

Od rodzaju depresji zależy czy pomogą leki, fototerapia czy psychoterapia. Mówienie: weź się w garść – nie działa.

Reklama

Zdarza się, że w pewnym momencie życie przestaje nas cieszyć. Nic nie sprawia nam przyjemności, na nic nie czekamy. To anhedonia – jeden z początkowych objawów depresji. Dotknęła panią Annę (63). Choć urodził jej się długo wyczekiwany wnuk, nie czuła radości. Piękny dzień, odwiedziny ukochanej córki, ulubiona melodia w radiu – wszystko straciło kolor i smak.

Osoby z rodziny, które widzą, że z bliską osobą dzieje się coś niepokojącego często mówią wtedy: weź się w garść. Niestety, to nie działa, bo smutek, przygnębienie i apatia nie są wyborem – są objawami choroby. Warto wtedy zastanowić się, co się dzieje i zacząć szukać wsparcia.

Wizyta u lekarza psychiatry jest w takiej sytuacji najmądrzejszym posunięciem. Jeśli w miejscu zamieszkania mamy utrudniony dostęp do specjalisty, zwróćmy się po pomoc do lekarza rodzinnego w najbliższej poradni POZ.

Anhedonia jest jednym z objawów depresji, ale nie jedynym. Są cztery grupy objawów. Pierwsza: to przygnębienie, poczucie winy, rozpacz, brak radości i skoncentrowanie na negatywach. Druga to spadek życiowej aktywności. Po prostu nic nam się nie chce. Tracimy zainteresowanie światem, wolniej się ruszamy, myślimy i czujemy. Przesiadujemy w domu, ograniczamy kontakty towarzyskie, zaniedbujemy obowiązki, łącznie z codzienną toaletą.

Trzecia grupa objawów, to zaburzenia rytmu okołodobowego. Budzimy się nad ranem i nie możemy zasnąć, wybudzamy się w nocy, sen staje się coraz płytszy. Spada zainteresowanie seksem, a także tracimy apetyt. I ostatnia, czwarta grupa to stany lękowe. Lęk, który się pojawia, jest niezbyt silny, ale wciąż nam towarzyszy.

Dość typowe dla depresji jest to, że chorzy gorzej czują się rano – przeraża ich perspektywa konieczności przeżycia kolejnego dnia. Za to pod wieczór ich stan zwykle nieco się poprawia. Jednak dzień trzeba przeżyć, więc radzą sobie, jak mogą. Aby nieco ułatwić sobie życie, sięgają po alkohol oraz leki uspokajające i nasenne. To przynosi ulgę na krótką metę. Tymczasem depresję trzeba leczyć.

Sama nie minie – a nieleczona może się jeszcze pogłębić. Możemy cierpieć na trzy rodzaje depresji. Pierwszy, to depresja endogenna, czyli biologiczna. Nie znamy jej przyczyn, wiadomo tylko, że z jakiegoś powodu dochodzi do zaburzeń gospodarki neuroprzekaźnikami w mózgu, co skutkuje poważnym zaburzeniem nastroju. Ten rodzaj depresji wymaga leczenia farmakologicznego, niezależnie od etapu choroby. Trzeba powstrzymać rozpad neuroprzekaźników, uwrażliwić mózg na nie lub uzupełnić ich poziom. Im wcześniej ten rodzaj depresji zostanie zdiagnozowany i im wcześniej podjęte zostanie leczenie, tym szybciej chory odczuje poprawę.

Choć depresja endogenna ma tendencje do nawracania, szybko podjęta kuracja pozwala chorym na pokonanie choroby. Drugi rodzaj depresji to depresja reaktywna. Zwykle jest reakcją na jakieś ważne, mocno przeżyte, negatywne doświadczenie, najczęściej związane z poważną stratą, jaką jest np. śmierć kogoś bliskiego, odejście partnera, poważne kłopoty finansowe, wypadek, niepełnosprawność, ciężka, przewlekła choroba.

W przypadku tej odmiany choroby bardzo pomaga psychoterapia, zarówno indywidualna, jak grupowa. W otoczeniu osób, zmagających się z podobnym problemem, łatwiej wrócić do równowagi. Czasem pomocniczo stosuje się leki, które uspokajają, niwelują lęki i poprawiają nastrój – choć nie zawsze jest to konieczne i często udaje się wyjść z tego rodzaju depresji bez leczenia farmakologicznego. Tu bardzo ważne jest też wsparcie bliskich osób.

Trzeci typ depresji to depresja somatyczna. Obniżenie nastroju, często znaczne i przeciągające się w czasie, może towarzyszyć niektórym chorobom. Na przykład, bardzo często za słabo nasiloną depresję bierze się niedoczynność tarczycy, zaburzenia funkcji przysadki mózgowej lub nadnerczy oraz zaburzenia hormonalne. Wszystkie te choroby wpływają na neuroprzekaźnictwo w mózgu.

Kluczem jest tu przede wszystkim dokładna diagnoza i znalezienie przyczyny takiego stanu i leczenie już zdiagnozowanej choroby.

Depresja jesienna, czyli sezonowe zaburzenie afektywne, w skrócie SAD, z ang. Seasonal Affective Disorder. Pogorszenie nastroju spowodowane jest tu brakiem światła i może dawać o sobie znać od października do marca, kiedy jest mało dni słonecznych.

SAD od klasycznej depresji różni się tym, że nie występuje w nim bezsenność, tylko wzmożona senność. To samo z apetytem – chorzy go nie tracą, tylko mają ochotę jeść więcej. W tym wypadku pomaga fototerapia, czyli naświetlania specjalnymi lampami. Kuracja daje efekty już po kilku dniach. Przynosi ulgę też niektórym chorym na klasyczną depresję.

Długość i częstotliwość naświetleń ustala lekarz, biorąc pod uwagę różne aspekty choroby, takie jak m.in. nadwrażliwość na światło, które czasem daje o sobie znać przy depresji.

Jeśli zaburzenia nastroju, przygnębienie i smutek trwają ponad dwa tygodnie, koniecznie poszukajmy pomocy lekarskiej.

Gdzie szukać pomocy

Depresję leczy psychiatra, ale jeśli w okolicy nie ma lekarza takiej specjalności, opowiedzmy o swoich objawach lekarzowi rodzinnemu.

Poradnie. Poszukajmy też najbliższej Poradni Zdrowia Psychicznego, gdzie znajdziemy wsparcie psychoterapeuty. W walce z depresją jest ono nieocenione. Jeśli choroba zostanie zdiagnozowana, pomoc psychologa uzyskamy w ramach NFZ.

Grupa wsparcia. Jeśli depresja jest reakcją na stratę, bardzo dobre efekty przynosi udział w grupie wsparcia, w której ludzie się wzajemnie zrozumieją. Łatwiej też o wypracowanie przynoszącego ulgę dystansu do problemów.

Leki. Jeśli lekarz zapisał leki przeciwdepresyjne, musimy je brać. Koniecznie! Poprawa często następuje dopiero po 3 tygodniach, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Skutki uboczne. Nawet, jeśli poczujemy się lepiej, nie przerywajmy terapii bez porozumienia z lekarzem. Inaczej depresja z czasem powróci, często o wiele silniejsza.

Stosując leki przeciwdepresyjne, pamiętajmy, że mogą powodować skutki uboczne. Są to: senność, nudności, suchość w ustach, zaburzenia widzenia. Z reguły mijają same. Jeśli tak się nie dzieje, porozmawiajmy z lekarzem. Wymieni lek na taki, który będziemy lepiej tolerować.

Chandra czy depresja?

Każdemu może się zdarzyć gorszy dzień. Wtedy nic nas nie cieszy, świat wydaje się szary, a życie beznadziejne. Taki stan bywa nazywany chandrą. Jej pojawianie się nie oznacza jednak kłopotów ze zdrowiem. To tylko przejściowe pogorszenie nastroju.

O depresji można mówić dopiero wtedy, kiedy chandra, anhedonia, brak motywacji i przygnębienie trwają codziennie przez 2 tygodnie przez większą część dnia.

Poza tym chandra to tylko dół emocjonalny, a depresja to także uczucie fizycznego wyczerpania i spadek formy intelektualnej.

Artykuł pochodzi z kategorii: Choroby

Więcej na temat:

Zobacz również

  • Wielu syropów nie można łączyć z innymi lekami. Naturalne terapie są bezpieczne! Sok z buraka. Duży burak obierz i zetrzyj na tarce. Przełóż do słoiczka, zasyp 4 łyżkami cukru. Odstaw na... więcej